|
Emerging - Gondolin (Polish) |
|
|
|
|
Thursday, 11 October 2007 |
Oj, przeleżała się u nas na Gondolinie ta pozycja, przeleżała. Nieznana nam bliżej wytwórnia Rusty Cage zupełnie niespodziewanie przesłała nam kilka pozycji ze swego katalogu do zrecenzowania i właśnie debiut holenderskiego Obsidian jest jednym z tych krążków. Na początku należy zwrócić uwagę na wyjątkowo pięknie wydany digi. Dodatkowo, wprost powala znakomita okładka, idealnie pasująca do muzyki jaka znalazła się na „Emerging”.
Ciężko mi jest receznować ten krążek. Przynaję się bez bicia. Nie jestem wielkim ekspertem od progresywnego death metalu, więc ciężko mi znaleźć jakiś punkt zaczepienia, coś do czego można porównać muzykę jaką znajdujemy na tej płycie. Na pewno nie jest to taki odlot jak na sławetnym „Spheres” Pestilence. Tutaj jednak wyraźnie użyty jest metalowy przekaz i metalowe instrumentarium. Jednakże muzyka jaką wykonują holendrzy ma w sobie wiele z jazzu. Nawet jak Obsidian już mocno grzeje, to riffy są lekko schizofreniczne, w zasadzie nie wiadomo nigdy do końca co za chwilę nam „wytną”. Nieprzewidywalność jazzowa w mocniejszych fragmentach płyty może być dla wielu słuchaczy swoistym szokiem. Słuchamy sobie spokojnie riffów, a tu nagle, w najmniej oczekiwanym momencie „wchodzi” odjechana solóweczka. Oj, czuć, że muzycy nasłuchali się dużo Voivod.
W zasadzie najprostszym fragmentem omawianego albumu jest początek utworu „Vapours”, który do złudzenia przypomina początek „Train Of Consequences” Megadeth. Poza tym każdy z utworów ma dość „połamaną” konstrukcję, co chwila napotykamy na zaskujące rozwiązania riffowe, różnego rodzaju niepokojące rozwiązania (zwłaszcza w spokojniejszych fragmentach). Co ciekawe, niejednokrotnie „normalnie” rozpoczynająca się solówka „prowadzi” całą muzykę do kosmicznych odpałów (jak chociażby w „Time”). A spokojniejsze fragmenty „Emerging” najlepiej definiuje utwór tytułowy, w którym (znów muszę użyć tego słowa) jest kosmos. Jak podróż poprzez ciemne, nieznane galaktyki, w których ledwo co widać gwiazdy. I ten „schiz” - czasem pokryty „normalnym” riffowaniem, ale znaczniej częście wybijający się na pierwszy plan i skutecznie niweczący nasze próby zrozumienia tego krążka.
Owszem, czasem możemy powiedzieć, że w momencie gdy wokalista Robbe Kok nie growluje (a robi to naprawdę dobrze), tylko śpiewa czystym głosem a gitary stają się melodyjne, to mamy do czynienia z elementami melodyjnego death metalu, ale na szczęście takich chwil na „Emerging” jest naprawdę mało.
Nie da się nie powiedzieć o znakomitej produkcji. Taki krążek MUSI mieć przestrzenne, „eleganckie” brzmienie, bowiem inne całkowicie „położyłoby” ten album i sprawiło, że traktowany byby jako gniot bez ładu i składu. Wszystko tutaj jest idealnie słyszalne, każdy niuans, każdy odlot – krystaliczność nie pozbawiona jednak pierdolnięcia.
To nie jest łatwa płyta, nie można włączyć jej sobie do sprzątania. Wymaga maksymalnego skupienia od słuchacza. Co więcej, adresowana jest do wytrawnego słuchacza. Czy takowym jestem ? Tego nie wiem. Natomiast, z każdym kolejnym przesłuchaniem, zdaje się sobie coraz bardziej sprawę z jej głębi i masy ukrytych smaczków. Nie ukrywam, płyta na etapie poznawanie może „zmęczyć”, ale jak przegryziemy się przez nią, to ma naprawdę bardzo wiele do zaoferowania. Dla fanów VoiVod , Tenebris i Opeth pozycja obowiązkowa. KOSMOS !!!!
Ocena – 9,5/10
http://www.gondolin.pl
|